20 września 2013

Leogang love archive - czyli jak to było rok temu...

W ten weekend Sonia Skrzypnik, Michał Tarkowski (edit, bo sama w szoku, że startuje!) i Wojtek Czermak będą walczyć, a przede wszystkim bawić się w błotku na trasach PŚ w Leogangu, więc trzymam za nich mocno kciuki, jako jedynych reprezentantów poldońskiej krainy.
Jako że nie mogę tam być , to trochę mnie wzięło na wspominki. Rok temu pierwszy zagramaniczny trip z Arkiem, Agatą, Sławkiem i Kubą rozpoczął moją przygodę ze światowymi zawodami. Kurde... Było dobrze i zazdroszczę ekipie, że tam są, bo nawet w błocie jest tam frajda.

No, ale...do rzeczy...
Jak to było tam rok temu?













W tamtym roku wygrał Minnaar. W tym, nie wiadomo kto, ale ostateczna punktowa walka rozegra się między Gee, a Stevem.



Stasiu długo wtedy okupował hotseat, dzisiaj siedzi w domu i naprawia swoją złamaną w Szwajcarii rękę.



16 września 2013

Hafjell with Totalbikes camp guys

No i co... No i byłam tam!

Kolejne marzenie wyjazdowe spełnione. Wielkie dzięki i jak najbardziej wysoka piątka dla Diabła za zabranie mnie na pokład totalbikes'owego tripowozu!

Niestety wczesny wylot chłopaków w niedzielny poranek wykluczył nas z oglądania finałów PŚ na żywo, ale pogoda zajęła się resztą ; ) Dużo się działo podczas finałów. Na szczęście McDonald i jego szwedzkie darmowe wifi umożliwiło nam obejrzenie live'a w drodze powrotnej.
Cały tydzień mieliśmy słońce i masę zabawy na trasach. Roller coaster był chyba jedną z najbardziej obleganych przez chłopaków tras. Nie dziwię się! Zjechałam, a raczej próbowałam zjechać, jej górny odcinek i powiem, że jest gdzie wyciągnąć ręce, jak na sławnej kolejce górskiej ; )

Diabeł! Dziękuję Ci także za użyczenie roweru, kasku i różowych dziewczyńskich gogli, bym mogła cały dzień spróbować się, czy coś pamiętam z tamtych lat. Maku - dzięki za ochraniacze!

Reidy bawi się na pięknych trzech hopach...
Słowa Whip! Whip! Whip! Whip! przez widzów były tu słyszane milion razy


Wjazd do najbardziej creapy odcinka trasy podczas rainy finals, czyli sławnej pożerającej ścianki

Ten odcinek trasy był meeeeeega szybki! Aerodynamiczne pozy dla fotosępów wprawiały licznych fotosępów w euforię ; )
Syn... Syn tu był prawie cały tydzień i co? I nic : ( Błędy, błędy, błędy... Ale zgodnie z moimi oczekiwaniami, zamknął się w pierwszej 10!
Jeden z bohaterów tego weekendu, nie ma lipy! Harciwo!










Samotne urodziny w jednym z najpiękniejszych miejsc rowerowych na świecie wypadły słabo, ale Josh Bryceland okraszył go szczyptą słodyczy :D:D:D Krótka rozmowa na trasie pod koniec dnia o wszystkim i o niczym, a ile radochy ma Ewek... Jerooona!

Jak na każdym prawie tripie jest i nuta wyjazdu zaprezentowana nam przez sąsiadujących z nami imprezowiczów z Norwegii. Taka beka w poważnej scenerii tylko w Skandynawii [ ;

21 sierpnia 2013

iXS European Dh Cup, Wiriehorn + landszafty

Tak jak obiecywałam, są i landszafty prócz treningów.

No to lecim...

No dzień dobry! ; )
Devinci team, pięknoty te rowerki!


Pan ma bardzo ładny i prosty tatuaż

Taki oto hotseat był. Piękny hotseat...
Potomstwo pana Klaussmana
Szefowa. Jest niesamowita! Dziołcha orkiestra!
Prawie przy każdym domku flagens
Stasiu chciał pokopać Agatę! Ale pastuch był wyłączony... :D
No i proszę Państwa, rozpoczynamy landszafty.

Koooleeedzy! Jest i dziubek, google specjalnie dla mnie :D

Koledzy trenują :>

Na swaczynkę taki oto kolega. Staś mówił, że potem się uśmiechał do obiektywu, a ja byłam zajęta myjącymi panami : ( :D:D:D




20 sierpnia 2013

iXS Wiriehorn, Szwajcaria + zwiedzanie szpitala

No i wróciliśmy... Nie tak miało być, nie tak.
Stało się. Mam nadzieję, że Stasiu szybko się poskleja i uśmiech wróci na jego japkę.

Ale dzięki Wam za to, że taki Ewek zmieścił się do wozu z aparatem ; )

Taka przestroga dla innych podróżujących zelektryzowanych: zaopatrzcie się w adaptery do gniazdek nieeuropejskich [ ; Tą bubą zaserwowałam sobie brak dostępu do kompa i możliwości zgrania zdjęć... Peszek. Bywa.

No, ale wracając do samych zawodów, albo raczej treningów, na których udało się nam być, było super. Świetne zawody, polecam chyba wszystkim, którzy chcieliby zacząć od jakiś zagramanicznych zawodów.

Obiłam się i ja wpadając do potoku z aparatem, a wcześniej ślizgając ręką po żwirze na trasie. Kalekaja!

To był dobry weekend, wbrew pozorom, ale jednak wolałabym emocjonować się na mecie podczas finałów. Następnym razem będzie rekompensata, prawda?

Ten wpis dedykuję Sławkowi, żeby szybko się wykaraskał z tego złamania i mógł jeszcze w tym roku gdzieś się zabawić na zawodach. Trzymam kciuki i jedz dużo galaretek! ; )

Piękny dzień, po trackwalku, trasa przyjemna...




Pierwsze komplikacje tego feralnego dnia...

Ale przynajmniej był czas się zatrzymać na trasie i strzelić sobie sweet fotkę z landszaftem ; )

No... A tak zakończyły się treningi... "Chyba złamałem rękę" i zjazd do karetki po uprzedniej konsultacji z szefową.


Na rozkaz pana Krzysztofa Be. vel Bon pragnę dokończyć tę opowieść, bo czuje się w powietrzu brak jej zakończenia. Otóż zakończenie tej historii, zapewne już z hepi endem, poznamy za 6 tygodni.

W oczekiwaniu na Stasia przebywającego w gipszimmer i wybierającego kolor gipsu... [ ;







































Złamanie kości przedramienia u nasady kości od strony nadgarstka. Takie zdanie usłyszałyśmy z Agatą od załogi opiekującej się namber łan. Zwiedzanie szpitalnych korytarzy i oczekiwanie na zakończenie przygody z tymi murami trochę urozmaiciło nam ten pobyt. Świeżutkie pościelone łóżka na całej długości korytarza z przygotowanymi pidżamami rozwaliło nas najbardziej : P